... i właśnie teraz wychodzi moja systematyczność i zapał do pracy. Miałam pisać regularnie, a tu ponad tydzień nie mogłam się zebrać do kupy. Ostatnio to moja domena...
A oto powody dla których się NIE cieszę:
1. Jutro powrót na uczelnię. Jestem nadal nieogarnięta. No, może trochę zrobiłam, ale bez zbytniego przemęczenia. Powiedzmy, że się liczy i taka forma aktywności umysłowej. OBIECUJĘ zdecydowaną POPRAWĘ.
2. Już 12 stycznia, a ja dalej nie podjęłam aktywności fizycznej. Póki co bardziej pasuje do mnie nick: fat princess. Mam na to jednak usprawiedliwienie - wróciłam do domu 7 stycznia, te święta, sylwester, drugie święta wybiły mnie totalnie z rytmu i sobie dalej folguję i nie mam umiarkowania w jedzeniu i piciu. Sprzęt do ćwiczeń mam, czeka na mnie w drugim pokoju, dlatego - OBIECUJĘ POPRAWĘ.
3. Nadal szukam pracy na weekendy. Szukam, szukam i nic. Czy ktoś w końcu zauważy mój potencjał i moje możliwości... W tym wypadku - BŁAGAM o POPRAWĘ sytuacji.
4. OBIECUJĘ przed samą sobą (i całym światem) ograniczyć słodycze i niepotrzebne wydatki (zwłaszcza na kosmetyki, których nie potrzebuję, a bardzo pragnę wypróbować)
5. Chciałabym aby ten rok był lepszy, ale nadal towarzyszą mi problemy natury finansowej. Nie mogę obiecać w tym wypadku poprawy, bo nie ode mnie zależą ceny w sklepach. Ostatnio moje paragony opiewają na co najmniej 30zł jednorazowo, a takich paragonów dziennie potrafią być {minimum} trzy sztuki. PROSZĘ o zmniejszenie pojemności mojego żołądka.
Chlip, chlip, chlip...
12 stycznia 2014
4 stycznia 2014
Mówią, że jaki Sylwester taki cały rok. Być może jakaś prawda w tym jest.
2013 rok przywitałam "na bogato". Wyłożyłam pieniądze, kupiłam kieckę i buty i poszłam na bal z prawdziwego zdarzenia. Bawiłam się świetnie, ale rezultatem był cały rok pełen niespodzianek. Niemiłych niespodzianek.
2014 rok przywitałam bardzo biednie. Kupiłam tanie chipsy, założyłam "wyjściowy" dres i zaległam przed telewizorem. Nie był to mój świadomy wybór, wolałabym wybrać się gdzieś, ale jakoś uczcić przyjście nowego roku wypadało. Także liczę, że skoro weszłam w nowy rok skromnie, to choć oszczędzi mi fajerwerków po drodze i pozwoli spokojnie egzystować.
Nie ominęło mnie jednak przedsylwestrowe sklepowe szaleństwo. Wyjście po bułki i mleko do sklepu zajęło mi całą godzinę. Na początku nawet mi się to podobało, w końcu trzeba jakoś zająć swój wolny czas. Jednak gdy do sklepu musiałam wyjść jeszcze 2 razy (skleroza - problem wieku podeszłego) moja frustracja sięgnęła zenitu i już nie przyglądałam się sklepowym wózkom z zaciekawieniem, a z nienawiścią i żądzą mordu. W mojej głowie cały czas tłukło się pytanie: wtf. po co ludziom takie ilości jedzenia i alkoholu? Rozumiem, ludzie robią domówki, mają duże rodziny, jednak zawartością niektórych koszyków można by obdarować połowę żuli w moim mieście. Ludzie robią zapasy na jedną noc jakby szykowali się na atak nuklearny. A ja, biedna sierota życiowa, której nikt nie lubi i która spędziła sylwestra pod kocem z kubkiem podróby coli zamiast szampana, musi cierpieć i czekać aż ekspedientka leniwie przeskanuje wszystkie towary oraz aż wybredny klient wybierze w końcu tę jedyną, ekskluzywną butelkę wysokoprocentowego alkoholu (zrobiłam kolejkowy ranking i w tym roku wygrała Żubrówka biała). Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi.
Zakończę iście pozytywnym akcentem, że to co sobie zaplanowałam na 2 tygodnie wolnego oczywiście nie zostało zrobione. Standardowo lenistwo wygrało i nie jestem z tego dumna. Zostało jeszcze kilka dni. W zasadzie i tak nie wyrobię się ze wszystkim, ale odrobina motywacji by się przydała. Swoją drogą, sesja zaraz po okresie świątecznym to na prawdę brzydka sprawa i duże nieporozumienie. Absurdów życia codziennego ciąg dalszy.
2 stycznia 2014
Takich blogów jak ten jest mnóstwo. Jest to związane z tym, że wejście dzisiaj w sferę internetu z czymś świeżym, niepowtarzalnym i oryginalnym jest niemal niemożliwe. Dlatego więc ten blog nie będzie się niczym wyróżniał od pozostałych. Poza tym, że będzie to mój blog.
Myśl o założeniu bloga przyszła do mnie nagle i niespodziewanie, w chwili gdy zastanawiałam się, czy z okazji Sylwestra założyć dół od piżamy, a górę od dresu czy na odwrót. Doszłam do wniosku, że nie potrafię zrobić innego podsumowania roku 2013 niż stwierdzenie, że ten rok był nadzwyczajnie paskudny, niemiły i zasłużył na miano "najgorszego". A pewnie w ciągu roku znalazło się tych parę chwil miłych i przyjemnych, ale jako że cały rok dał mi w kość - nie potrafię sobie ich przypomnieć. Chciałam go założyć od razu, ale pomyślałam, że odczekam te kilka godzin i zrobię sobie nim wejście w nowy rok. Jednak oglądanie filmów do późnych godzin nocnych, a w zasadzie do wczesnych godzin porannych przyczyniło się do tego, że przespałam pół dnia, a w ciągu kolejnej połowy cudem udało mi się znaleźć jakikolwiek wolny adres bloga. Wymyślaniem go tak zmęczyłam swój mózg, że nie dane mi było napisanie czegokolwiek na tym blogu.
Także wchodzę w sferę blogowania z dniem 2 stycznia 2014 roku życząc sobie tym samym aby ten rok był rokiem zmian na lepsze. Chcę aby ten rok był godzien zapamiętania i aby myśli same chciały wracać do przyjemnych chwil z nim związanych. Aby ten rok był po prostu szczęśliwy.
A ten blog ma za zadanie zapamiętać wszystko, co mu przekażę.
Myśl o założeniu bloga przyszła do mnie nagle i niespodziewanie, w chwili gdy zastanawiałam się, czy z okazji Sylwestra założyć dół od piżamy, a górę od dresu czy na odwrót. Doszłam do wniosku, że nie potrafię zrobić innego podsumowania roku 2013 niż stwierdzenie, że ten rok był nadzwyczajnie paskudny, niemiły i zasłużył na miano "najgorszego". A pewnie w ciągu roku znalazło się tych parę chwil miłych i przyjemnych, ale jako że cały rok dał mi w kość - nie potrafię sobie ich przypomnieć. Chciałam go założyć od razu, ale pomyślałam, że odczekam te kilka godzin i zrobię sobie nim wejście w nowy rok. Jednak oglądanie filmów do późnych godzin nocnych, a w zasadzie do wczesnych godzin porannych przyczyniło się do tego, że przespałam pół dnia, a w ciągu kolejnej połowy cudem udało mi się znaleźć jakikolwiek wolny adres bloga. Wymyślaniem go tak zmęczyłam swój mózg, że nie dane mi było napisanie czegokolwiek na tym blogu.
Także wchodzę w sferę blogowania z dniem 2 stycznia 2014 roku życząc sobie tym samym aby ten rok był rokiem zmian na lepsze. Chcę aby ten rok był godzien zapamiętania i aby myśli same chciały wracać do przyjemnych chwil z nim związanych. Aby ten rok był po prostu szczęśliwy.
A ten blog ma za zadanie zapamiętać wszystko, co mu przekażę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)