Mówią, że jaki Sylwester taki cały rok. Być może jakaś prawda w tym jest.
2013 rok przywitałam "na bogato". Wyłożyłam pieniądze, kupiłam kieckę i buty i poszłam na bal z prawdziwego zdarzenia. Bawiłam się świetnie, ale rezultatem był cały rok pełen niespodzianek. Niemiłych niespodzianek.
2014 rok przywitałam bardzo biednie. Kupiłam tanie chipsy, założyłam "wyjściowy" dres i zaległam przed telewizorem. Nie był to mój świadomy wybór, wolałabym wybrać się gdzieś, ale jakoś uczcić przyjście nowego roku wypadało. Także liczę, że skoro weszłam w nowy rok skromnie, to choć oszczędzi mi fajerwerków po drodze i pozwoli spokojnie egzystować.
Nie ominęło mnie jednak przedsylwestrowe sklepowe szaleństwo. Wyjście po bułki i mleko do sklepu zajęło mi całą godzinę. Na początku nawet mi się to podobało, w końcu trzeba jakoś zająć swój wolny czas. Jednak gdy do sklepu musiałam wyjść jeszcze 2 razy (skleroza - problem wieku podeszłego) moja frustracja sięgnęła zenitu i już nie przyglądałam się sklepowym wózkom z zaciekawieniem, a z nienawiścią i żądzą mordu. W mojej głowie cały czas tłukło się pytanie: wtf. po co ludziom takie ilości jedzenia i alkoholu? Rozumiem, ludzie robią domówki, mają duże rodziny, jednak zawartością niektórych koszyków można by obdarować połowę żuli w moim mieście. Ludzie robią zapasy na jedną noc jakby szykowali się na atak nuklearny. A ja, biedna sierota życiowa, której nikt nie lubi i która spędziła sylwestra pod kocem z kubkiem podróby coli zamiast szampana, musi cierpieć i czekać aż ekspedientka leniwie przeskanuje wszystkie towary oraz aż wybredny klient wybierze w końcu tę jedyną, ekskluzywną butelkę wysokoprocentowego alkoholu (zrobiłam kolejkowy ranking i w tym roku wygrała Żubrówka biała). Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi.
Zakończę iście pozytywnym akcentem, że to co sobie zaplanowałam na 2 tygodnie wolnego oczywiście nie zostało zrobione. Standardowo lenistwo wygrało i nie jestem z tego dumna. Zostało jeszcze kilka dni. W zasadzie i tak nie wyrobię się ze wszystkim, ale odrobina motywacji by się przydała. Swoją drogą, sesja zaraz po okresie świątecznym to na prawdę brzydka sprawa i duże nieporozumienie. Absurdów życia codziennego ciąg dalszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz